Łączna liczba wyświetleń

sobota, 16 marca 2019

Dziesiąty 15 - ty

Wczoraj nie byłam w stanie żyć ....
Nie byłam na siłach nic robić.
Po prostu ból głowy, który pojawia się niezapowiedzianie i to nie pierwszy raz wyjął mi ten dzień z życiorysu kompletnie.
Osoby, które miewają takie bóle z wszelkimi jego skutkami wiedzą o czym piszę, ale nie chcę by był on głównym bohaterem tego posta 😪🤕zawsze w tych dniach myślę o mojej dzielniej Madzi, 💙💔która cierpiała z powodu bólu główki każdego dnia od kiedy pojawił się pierwszy przerzut, niestety nie pomogła nawet operacja, która miała pomóc. Co prawda guz został usunięty, jednak jak się później okazało zdążył narobić szkód. Więc moje Najukochańsze dziecko cierpiało tak w sumie 2,5 lat, z bólem głowy, z którym nie potrafiły sobie poradzić najmocniejsze środki.
Tak więc moi Drodzy pierwszy raz wstawiam to zdjęcie, które zrobiłam wieczór przed ową operacja główki. Znacie Madzię tylko uśmiechniętą w całej okropnej chorobie, bo taka była.
Niesamowicie dzielna, ale to było tylko dziecko, które powinno cieszyć się zdrowiem i życiem.
Zdjęcie to zachowało się tylko przypadkiem, widocznie tak miało być ... zrobiłam je by pokazać Madzi, że ten smutek i strach zaraz wyrzucimy z jej serduszka jednym ruchem. Nacisnąwszy kosz w aparacie skasowałam je, chciałam Ją wtedy jakoś pocieszyć (przynajmniej próbowałam), widocznie aparat jakoś zrobił drugie, no nie ważne, czasem tak się dzieje. Zobaczyłam po czasie i tak już zostało.
Teraz to zdjęcie oddaje też mój 10 miesięczny strach, smutek, żal i chociaż jest już inaczej, powoli człowiek "przyzwyczaja" się do życia bez Ukochanej Madzi, to tam w głębi serca, żadne usunięte zdjęcie nie usunie mojej miłości do Niej , pamięci, wspomnień, tęsknoty i wszystkich tych uczuć, które towarzyszą kiedy tracisz swoją Najukochańszą, jedyną Córeczkę, Przyjaciółkę i Sens życia.
łezki :-(
 

sobota, 16 lutego 2019

Dziewiąty 15 -ty

Dziewiąty 15 ty😔💔💙
Ja fizycznie wciąż w rozsypce, psychicznie staram się jak mogę
Za oknem i u Madzi już prawie wiosna - pierwsza cała bez Niej - i tak już na zawsze ...
Cóż więcej mogę napisać, kiedy są pochmurne dni jest depresyjnie jak zwykle, ale kiedy świeci słonko i przypomina, że będzie coraz cieplej, weselej , że wszystko zacznie budzić się do życia - to nie wiem czy wtedy nie jest jeszcze gorzej.
Jak przetrwać takie dni ?
Kochani, nie myślcie, że ja tylko siedzę i płaczę, nie , staram się funkcjonować zwyczajnie. Są momenty, że łzy wprost cisną się do oczu, kiedy np. idę z Hachim na spacer naszymi ścieżkami :-(
Boże .... najgorsza jest wtedy świadomość, że tak już teraz będzie, nie w trójkę, nawet nie z wózkiem .... nie ma sensu brać aparatu, który przecież zawsze towarzyszył naszym wyprawom...
No i tak to w takich chwilach, ból ściska serce, łzy ściskają za gardło...
A co do gardła, otóż jak wiecie jeżdżę po różnych specjalistach i robię przegląd. Moje gardło i nos są do naprawy w pierwszej kolejności. Tak też już w kwietniu prostuję przegrodę, żeby móc oddychać nosem nie buzią, żeby nie łapać infekcji i nie odnawiać rozwalonych zatok. Później zapisana już w styczniu operacja usunięcia kamyków z woreczka. A na koniec zajmiemy się wywaleniem migdałków które głównie sieją samo zło po moim organiźmie.
Co jeszcze ? Oby nic bo to i tak nadto. Boję się jak nie wiedzieć co, ale lata podleczania a nie leczenia zrobiły swoje.
Więc, żeby mówić o pracy, do której wiem na pewno, że chcę i muszę iść, trzeba doprowadzić się do stanu używalności.
Ale powiem Wam, że z Madzią miałam więcej cierpliwości chodząc po lekarzach, a ze sobą już mi jej zaczyna brakować. Może dlatego też, że nie zawsze trafiam na konkretne osoby.
Mam nadzieję, że jeszcze te 2, 3 miesiące i będzie już tylko lepiej jeśli chodzi o moje zdrowie fizyczne.
Mojego serducha już nie da się wyleczyć, przestało bić 9 miesięcy wcześniej ... teraz jestem tylko na rozruszniku, który sztucznie podtrzymuje jego pracę, by móc udawać życie, to o którym pisałam wcześniej.
Ściskam Was mocno a w kwietniu będę prosiła o przekaz pozytywnego myślenia przed zabiegami :-)

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Nie mogła sobie moja Madzia wymarzyć, wymodlić i wyprosić wspanialszych "dziadków" na świecie :-)
Kochali ją od jej pierwszego oddechu, po ostatni. Kochają wciąż choć bolą ich serca ogromnie.
Madzia też ich bardzo kochała i wierzę, że teraz ma ich w swojej opiece.
Mogę tyko podziękować Wam "dziadkowie" w Jej imieniu, za to, że byliście "dziadkami na medal".
Madzia tak wiele Wam zawdzięcza i wiem, że mogłaby jeszcze wielu rzeczy się nauczyć.
Zawsze będziecie jej Najukochańszymi Babcią i Dziadkiem - bądźcie zdrowi i 100 lat Wam życzę od Madzi.

wtorek, 15 stycznia 2019

Ósmy 15 -ty

Kochani.
Nie obraźcie się za ten post.
Ale ostatnio jest po prostu tak, że nie mam ochoty nawet za wiele rozmawiać z przyjaciółmi, z którymi nigdy nie miałam problemu rozmawiać o wszystkim i o niczym.
Może złożyło się na to moje gorsze samopoczucie również fizyczne.
Choroby jakoś nie chcą się odczepić.
Życie w sterylnych warunkach z Madzią chyba całkowicie pozbawiło mnie odporności. A może stresy przyczyniły się do całego ciągu niekończących się infekcji.
Nie wiem, nie wnikam ...
Pogłębia się tylko moja tęsknota, smutek i żal, za tym, że straciłam sens życia.
Ogromnie brakuje mi tej fizyczności Madzi, jej mądrych słów i ciekawych pomysłów.
Na siłę staram się udawać, że muszę wstać i nie zwariować ...
Po za tym rozpoczęłam pielgrzymkę po lekarzach i chcę ją dokończyć.
Przede mną prostowanie przegrody i naprawa oddychania, co ma na celu poprawić moją filtrację zatok, migdałki też są w opłakanym stanie ale jakby teraz nos jest ważniejszy. No i na kwiecień mam już wyznaczony termin wyciągania kamyków z woreczka.
Nie wiem jak ja, tchórz to przeżyję, ale przecież Madzia nie takie operacje przechodziła i dawała radę .... właśnie to też jest na minus, bo kiedy przed oczami widzę ją przed blokiem usypianą w moich ramionach, łzy same lecą ... i myśli ... że tyle stresu było wtedy i tyle nadziei i cóż z tego ???
Wybaczcie....mam ochotę po prostu milczeć...

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Wiem Kochani, że nie było mnie tu nawet w Święta.....
Jak możecie się domyślać, nie było łatwo. Modliłam się choć piękny to czas, by skończyły się jak najszybciej.
W sumie tak też było, na szczęście !
Oprócz tego, że w te dni tęsknota , tęskni jeszcze mocniej, żal żałuje jeszcze więcej, a serca zdajesz się nie mieć bo milionowy już raz rozerwały go wspomnienia. To jeszcze moje zatoki tak mnie dobiły, jak już nie pamiętam kiedy...

Tak więc od tego czasu, walczę chyba z taką prywatną depresją, zmuszam się do tego by żyć.
Teraz jest koniec roku. Nigdy nie przepadałam za Sylwestrem, ale zawsze odkąd Madzia była z nami, wspólnie oglądałyśmy fajerwerki w oknie o północy a wcześniej przed telewizorem "balowaliśmy".
Oczywiście kiedy Madzia zachorowała i czuła się już znacznie gorzej zostało tyko oglądanie tych głupich wystrzałów. Przepraszam za określenie, ale wiem jaką traumę ma zwierzę kiedy człowiek robi sobie uciechę z ich puszczania.


Nie chcę robić podsumowań, bo rok i wszystko co najlepsze skończyło się dla mnie 15 maja.
Nawet kiedy było naprawdę źle, kiedy strach dominował miałyśmy siebie i nic więcej człowiek nie oczekiwał, oprócz cudu uzdrowienia...

Więc dziś w tę samotną ale nie cichą noc, kiedy kończy się stare a zaczyna nowe, ja chciałabym Wam życzyć głównie zdrowia. Jeszcze więcej miłości w rodzinie. Jak najmniej problemów, więcej radości na co dzień.
Wszystkim zmagającym się z chorobami - jeszcze więcej wytrwałości i sił oraz nie gasnącej nadziei.

Dziękuję Wam za ten rok, pełen Waszego wsparcia dla nas.
Za każde słowo dodawanej otuchy kiedy Madzia jeszcze była i troski kiedy jej zabrakło.
Jesteście prawdziwymi przyjaciółmi i takich życzę Wam nie tylko w Sylwestra.

Dziękuję !!!


sobota, 15 grudnia 2018

Siódmy 15 ty

Perełko moja Kochana .... nadszedł siódmy miesiąc bez Twojego pięknego głosiku, bez cudownego uśmiechu , bez mądrych słów o niesprawiedliwym życiu ....
Kolejne okrutne fakty docierają do mojej zakręconej głowy, tak często się łapie na tym żeby zrobić Ci zdjęcie. A przecież nie będzie już nowych zdjęć w naszej kolekcji. Zawsze mówiłaś, że robię ich tak dużo, a ja zawsze twierdziłam, że stanowczo za mało....
Tak trudny czas przed nami, że nawet nie chcę by znajomi składali mi w tym roku życzenia ... bo przecież te Święta nie będą wesołe, ja nie wiem jak my je przetrwamy....????
Zrobimy wszystko dla Ciebie.
Więc ubiorę choinkę w moje łzy, babcia doda też swoje do potraw, dziadek zaleje karpia łzami i takie to będą te Święta.

Najgorszy będzie to czas .... gdy pod choinką nie będzie prezentów.
Gdy nie złożymy Ci szczerych życzeń.
Kiedy zabraknie tych wszystkich momentów.
Łamiąc opłatek będziemy wciąż ryczeć.

Najgorszy będzie to czas .... gdzie Pan Jezus weselić się karze.
Wraz z Jego przyjściem na ten świat.
 W tę Wigilię o naszym spotkaniu marzę.
By choć we śnie spotkać Cię .

By móc przytulić mocno i ucałować,
By choć raz jeden zobaczyć Cię roześmianą,
By obudziwszy się rano nie żałować,
 Powiedzieć sobie, że wciąż jestem mamą...

I co z tego, że mamą Anioła,
Niesprawiedliwego losu to wina,
Muszę z pokorą to znosić,
Tego nauczyła nas Boska Dziecina,

Najlepszą masz teraz opiekę,
I wierzyć chcę w to gorąco,
Że  biegasz, szczęśliwa i zdrowa
I wreszcie wyglądasz kwitnąco.

Nie może być przecież inaczej
Tylko taka jest we mnie nadzieja
I wiara, że kiedy Cię zobaczę
Już tylko ze szczęścia zapłaczę.

Kochani, wybaczcie tę marną "poezję" czasem jest tak łatwiej coś wylać z siebie.
Życzę Wam zdrowych i radosnych Świąt oraz wielu Łask Dzieciątka Jezus.
A wszystkim rodzicom w mojej sytuacji, po prostu dużo wytrwałości i pociechy w Narodzonym Synu Bożym.


piątek, 16 listopada 2018

Szósty 15 ty

       Nawet trudno to sobie wyobrazić, a jednak, dociera ten koszmar do nas po czasie, że to już pół roku jak odeszłaś Najukochańsza córeczko !!!

      Wiem, że nie chciałaś, nikt z nas nie chciał ! Najgorzej jest wrócić do tego dnia ..... bo wtedy na nowo rozrywa nam serca, cały świat się wali i zostaje ogromna pustka, smutek i tęsknota.

     Kolejny raz próbuje się pozbierać, ale to nie jest takie proste. Próbuje dla Ciebie Słońce.
Dziękuję Kochani, że jesteście wciąż przy mnie, że chcecie podtrzymać mnie na powierzchni, bo wciąż ciągnie mnie w przepaść ta ogromna tęsknota.

    W najbliższą sobotę 17 go o godzinie 18.00 w naszym Kościele Parafialnym odprawiona będzie Msza Święta w intencji Madzi. Dołączcie choćby na odległość do naszej modlitwy, niech Madziula cieszy się życiem wiecznym w Domu Ojca. A Matka Boska otula swym dobrem by nie poczuła tęsknoty i żalu za nami tu pozostawionymi w tej wielkiej rozpaczy.

Bóg Zapłać