Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 15 stycznia 2019

Ósmy 15 -ty

Kochani.
Nie obraźcie się za ten post.
Ale ostatnio jest po prostu tak, że nie mam ochoty nawet za wiele rozmawiać z przyjaciółmi, z którymi nigdy nie miałam problemu rozmawiać o wszystkim i o niczym.
Może złożyło się na to moje gorsze samopoczucie również fizyczne.
Choroby jakoś nie chcą się odczepić.
Życie w sterylnych warunkach z Madzią chyba całkowicie pozbawiło mnie odporności. A może stresy przyczyniły się do całego ciągu niekończących się infekcji.
Nie wiem, nie wnikam ...
Pogłębia się tylko moja tęsknota, smutek i żal, za tym, że straciłam sens życia.
Ogromnie brakuje mi tej fizyczności Madzi, jej mądrych słów i ciekawych pomysłów.
Na siłę staram się udawać, że muszę wstać i nie zwariować ...
Po za tym rozpoczęłam pielgrzymkę po lekarzach i chcę ją dokończyć.
Przede mną prostowanie przegrody i naprawa oddychania, co ma na celu poprawić moją filtrację zatok, migdałki też są w opłakanym stanie ale jakby teraz nos jest ważniejszy. No i na kwiecień mam już wyznaczony termin wyciągania kamyków z woreczka.
Nie wiem jak ja, tchórz to przeżyję, ale przecież Madzia nie takie operacje przechodziła i dawała radę .... właśnie to też jest na minus, bo kiedy przed oczami widzę ją przed blokiem usypianą w moich ramionach, łzy same lecą ... i myśli ... że tyle stresu było wtedy i tyle nadziei i cóż z tego ???
Wybaczcie....mam ochotę po prostu milczeć...

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Wiem Kochani, że nie było mnie tu nawet w Święta.....
Jak możecie się domyślać, nie było łatwo. Modliłam się choć piękny to czas, by skończyły się jak najszybciej.
W sumie tak też było, na szczęście !
Oprócz tego, że w te dni tęsknota , tęskni jeszcze mocniej, żal żałuje jeszcze więcej, a serca zdajesz się nie mieć bo milionowy już raz rozerwały go wspomnienia. To jeszcze moje zatoki tak mnie dobiły, jak już nie pamiętam kiedy...

Tak więc od tego czasu, walczę chyba z taką prywatną depresją, zmuszam się do tego by żyć.
Teraz jest koniec roku. Nigdy nie przepadałam za Sylwestrem, ale zawsze odkąd Madzia była z nami, wspólnie oglądałyśmy fajerwerki w oknie o północy a wcześniej przed telewizorem "balowaliśmy".
Oczywiście kiedy Madzia zachorowała i czuła się już znacznie gorzej zostało tyko oglądanie tych głupich wystrzałów. Przepraszam za określenie, ale wiem jaką traumę ma zwierzę kiedy człowiek robi sobie uciechę z ich puszczania.


Nie chcę robić podsumowań, bo rok i wszystko co najlepsze skończyło się dla mnie 15 maja.
Nawet kiedy było naprawdę źle, kiedy strach dominował miałyśmy siebie i nic więcej człowiek nie oczekiwał, oprócz cudu uzdrowienia...

Więc dziś w tę samotną ale nie cichą noc, kiedy kończy się stare a zaczyna nowe, ja chciałabym Wam życzyć głównie zdrowia. Jeszcze więcej miłości w rodzinie. Jak najmniej problemów, więcej radości na co dzień.
Wszystkim zmagającym się z chorobami - jeszcze więcej wytrwałości i sił oraz nie gasnącej nadziei.

Dziękuję Wam za ten rok, pełen Waszego wsparcia dla nas.
Za każde słowo dodawanej otuchy kiedy Madzia jeszcze była i troski kiedy jej zabrakło.
Jesteście prawdziwymi przyjaciółmi i takich życzę Wam nie tylko w Sylwestra.

Dziękuję !!!


sobota, 15 grudnia 2018

Siódmy 15 ty

Perełko moja Kochana .... nadszedł siódmy miesiąc bez Twojego pięknego głosiku, bez cudownego uśmiechu , bez mądrych słów o niesprawiedliwym życiu ....
Kolejne okrutne fakty docierają do mojej zakręconej głowy, tak często się łapie na tym żeby zrobić Ci zdjęcie. A przecież nie będzie już nowych zdjęć w naszej kolekcji. Zawsze mówiłaś, że robię ich tak dużo, a ja zawsze twierdziłam, że stanowczo za mało....
Tak trudny czas przed nami, że nawet nie chcę by znajomi składali mi w tym roku życzenia ... bo przecież te Święta nie będą wesołe, ja nie wiem jak my je przetrwamy....????
Zrobimy wszystko dla Ciebie.
Więc ubiorę choinkę w moje łzy, babcia doda też swoje do potraw, dziadek zaleje karpia łzami i takie to będą te Święta.

Najgorszy będzie to czas .... gdy pod choinką nie będzie prezentów.
Gdy nie złożymy Ci szczerych życzeń.
Kiedy zabraknie tych wszystkich momentów.
Łamiąc opłatek będziemy wciąż ryczeć.

Najgorszy będzie to czas .... gdzie Pan Jezus weselić się karze.
Wraz z Jego przyjściem na ten świat.
 W tę Wigilię o naszym spotkaniu marzę.
By choć we śnie spotkać Cię .

By móc przytulić mocno i ucałować,
By choć raz jeden zobaczyć Cię roześmianą,
By obudziwszy się rano nie żałować,
 Powiedzieć sobie, że wciąż jestem mamą...

I co z tego, że mamą Anioła,
Niesprawiedliwego losu to wina,
Muszę z pokorą to znosić,
Tego nauczyła nas Boska Dziecina,

Najlepszą masz teraz opiekę,
I wierzyć chcę w to gorąco,
Że  biegasz, szczęśliwa i zdrowa
I wreszcie wyglądasz kwitnąco.

Nie może być przecież inaczej
Tylko taka jest we mnie nadzieja
I wiara, że kiedy Cię zobaczę
Już tylko ze szczęścia zapłaczę.

Kochani, wybaczcie tę marną "poezję" czasem jest tak łatwiej coś wylać z siebie.
Życzę Wam zdrowych i radosnych Świąt oraz wielu Łask Dzieciątka Jezus.
A wszystkim rodzicom w mojej sytuacji, po prostu dużo wytrwałości i pociechy w Narodzonym Synu Bożym.


piątek, 16 listopada 2018

Szósty 15 ty

       Nawet trudno to sobie wyobrazić, a jednak, dociera ten koszmar do nas po czasie, że to już pół roku jak odeszłaś Najukochańsza córeczko !!!

      Wiem, że nie chciałaś, nikt z nas nie chciał ! Najgorzej jest wrócić do tego dnia ..... bo wtedy na nowo rozrywa nam serca, cały świat się wali i zostaje ogromna pustka, smutek i tęsknota.

     Kolejny raz próbuje się pozbierać, ale to nie jest takie proste. Próbuje dla Ciebie Słońce.
Dziękuję Kochani, że jesteście wciąż przy mnie, że chcecie podtrzymać mnie na powierzchni, bo wciąż ciągnie mnie w przepaść ta ogromna tęsknota.

    W najbliższą sobotę 17 go o godzinie 18.00 w naszym Kościele Parafialnym odprawiona będzie Msza Święta w intencji Madzi. Dołączcie choćby na odległość do naszej modlitwy, niech Madziula cieszy się życiem wiecznym w Domu Ojca. A Matka Boska otula swym dobrem by nie poczuła tęsknoty i żalu za nami tu pozostawionymi w tej wielkiej rozpaczy.

Bóg Zapłać


środa, 7 listopada 2018

Od obłedu z tęsknoty dzieli mnie jeden krok ....




Witajcie
Czasem jest .... jakoś .... nawet znośnie.
A czasem tak jak dziś, kiedy od rana myśli w głowie doprowadzają niemal do szaleństwa.
I nie potrzeba tu żadnej konkretnej daty przywołującej konkretne wspomnienia.
Wystarczy przypomnieć sobie ten ostatni dzień, ostatnie minuty, albo każdy tragiczny moment, których przecież nie brakowało, a które moja Najdzielniejsza pokonywała mimo wszelkich przeciwności .... po czym rodzi się pytanie za pytaniem i po co to było, ta Jej heroiczna walka ?
Kiedy koniec końców ... a tak bardzo chciała żyć, być z nami i dorastać, wyzdrowieć przede wszystkim .....
Boże, tak bardzo chcę żyć z Tobą w zgodzie .... ale w takie dni jest cholernie trudno.
Wybaczcie Kochani ten post .... to taki właśnie dzień ... dzień, których jest więcej.

To oni żyją, a my umieramy” – powiedział kiedyś ks. Piotr Pawlukiewicz i miał rację ....

Dobranoc - wszystkim wytrwałym, którzy jeszcze chcę tu wchodzić.

czwartek, 1 listopada 2018

Pierwszy 1 listopada 2018

I choć ten dzień przeżywamy każdego dnia, to wiem, że dziś znów będzie płakało moje serce a tęsknota nasili się jeszcze mocniej.

Wszystkim, których polubiliśmy, pokochaliśmy i o których nigdy nie zapomnimy - dla nich zrobiłam ten króciutki filmik - specjalnie na ten dzień, bo to są prawdziwi Święci...

Pamięci Najukochańszym Dzieciom


środa, 17 października 2018

Piąty 15 ty


Tak po raz pierwszy w tym roku...... dla nas nie jest to dzień jak co dzień ..... w dodatku z dwóch powodów.
Po pierwsze to już 5 miesiąc bez mojej Madzi, po drugie w tym dniu obchodzony jest Dzień Dziecka Utraconego.
Właściwie co tu obchodzić, przecież nikt nic nie świętuje w takim dniu ?
Jest to kolejna data mówiąca o tym jak niesprawiedliwie los potraktował nasze dzieci i nas....
Jak ciężko żyje się bez sensu życia....
Można by wymieniać i wymieniać to co czujemy a raczej jaka pustka nas ogarnia, coraz bardziej i bardziej.
Ja mimo wszystko postanowiłam starć się nie płakać, o ile się da. Mam gdzieś wewnętrzne przeczucie, że to Madzi nie pomaga, że gdzieś przez to jeśli mam z nią jakieś sny to tylko smutne i koszmarne, w których na nowo przeżywam jej odejście.... więc mimo rozrywającego bólu, zmuszam się do uśmiechów oszukując w ten sposób siebie i bliskich.
Jesteśmy na etapie stawiania Magdusi pomnika .... zamknie się jakiś etap, na który czekaliśmy, był to mimo wszystko też jakiś cel.... teraz trzeba wytyczyć nowy i tak kolejny i kolejny.
Wszystko po to by jakoś żyć, jakoś zająć myśli i czas, żeby po prostu nie oszaleć z tęsknoty.
Pozdrawiam i dziękuję, że wciąż trwacie przy mnie i pamiętacie o Madzi.