Łączna liczba wyświetleń

sobota, 16 lutego 2019

Dziewiąty 15 -ty

Dziewiąty 15 ty😔💔💙
Ja fizycznie wciąż w rozsypce, psychicznie staram się jak mogę
Za oknem i u Madzi już prawie wiosna - pierwsza cała bez Niej - i tak już na zawsze ...
Cóż więcej mogę napisać, kiedy są pochmurne dni jest depresyjnie jak zwykle, ale kiedy świeci słonko i przypomina, że będzie coraz cieplej, weselej , że wszystko zacznie budzić się do życia - to nie wiem czy wtedy nie jest jeszcze gorzej.
Jak przetrwać takie dni ?
Kochani, nie myślcie, że ja tylko siedzę i płaczę, nie , staram się funkcjonować zwyczajnie. Są momenty, że łzy wprost cisną się do oczu, kiedy np. idę z Hachim na spacer naszymi ścieżkami :-(
Boże .... najgorsza jest wtedy świadomość, że tak już teraz będzie, nie w trójkę, nawet nie z wózkiem .... nie ma sensu brać aparatu, który przecież zawsze towarzyszył naszym wyprawom...
No i tak to w takich chwilach, ból ściska serce, łzy ściskają za gardło...
A co do gardła, otóż jak wiecie jeżdżę po różnych specjalistach i robię przegląd. Moje gardło i nos są do naprawy w pierwszej kolejności. Tak też już w kwietniu prostuję przegrodę, żeby móc oddychać nosem nie buzią, żeby nie łapać infekcji i nie odnawiać rozwalonych zatok. Później zapisana już w styczniu operacja usunięcia kamyków z woreczka. A na koniec zajmiemy się wywaleniem migdałków które głównie sieją samo zło po moim organiźmie.
Co jeszcze ? Oby nic bo to i tak nadto. Boję się jak nie wiedzieć co, ale lata podleczania a nie leczenia zrobiły swoje.
Więc, żeby mówić o pracy, do której wiem na pewno, że chcę i muszę iść, trzeba doprowadzić się do stanu używalności.
Ale powiem Wam, że z Madzią miałam więcej cierpliwości chodząc po lekarzach, a ze sobą już mi jej zaczyna brakować. Może dlatego też, że nie zawsze trafiam na konkretne osoby.
Mam nadzieję, że jeszcze te 2, 3 miesiące i będzie już tylko lepiej jeśli chodzi o moje zdrowie fizyczne.
Mojego serducha już nie da się wyleczyć, przestało bić 9 miesięcy wcześniej ... teraz jestem tylko na rozruszniku, który sztucznie podtrzymuje jego pracę, by móc udawać życie, to o którym pisałam wcześniej.
Ściskam Was mocno a w kwietniu będę prosiła o przekaz pozytywnego myślenia przed zabiegami :-)

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Nie mogła sobie moja Madzia wymarzyć, wymodlić i wyprosić wspanialszych "dziadków" na świecie :-)
Kochali ją od jej pierwszego oddechu, po ostatni. Kochają wciąż choć bolą ich serca ogromnie.
Madzia też ich bardzo kochała i wierzę, że teraz ma ich w swojej opiece.
Mogę tyko podziękować Wam "dziadkowie" w Jej imieniu, za to, że byliście "dziadkami na medal".
Madzia tak wiele Wam zawdzięcza i wiem, że mogłaby jeszcze wielu rzeczy się nauczyć.
Zawsze będziecie jej Najukochańszymi Babcią i Dziadkiem - bądźcie zdrowi i 100 lat Wam życzę od Madzi.

wtorek, 15 stycznia 2019

Ósmy 15 -ty

Kochani.
Nie obraźcie się za ten post.
Ale ostatnio jest po prostu tak, że nie mam ochoty nawet za wiele rozmawiać z przyjaciółmi, z którymi nigdy nie miałam problemu rozmawiać o wszystkim i o niczym.
Może złożyło się na to moje gorsze samopoczucie również fizyczne.
Choroby jakoś nie chcą się odczepić.
Życie w sterylnych warunkach z Madzią chyba całkowicie pozbawiło mnie odporności. A może stresy przyczyniły się do całego ciągu niekończących się infekcji.
Nie wiem, nie wnikam ...
Pogłębia się tylko moja tęsknota, smutek i żal, za tym, że straciłam sens życia.
Ogromnie brakuje mi tej fizyczności Madzi, jej mądrych słów i ciekawych pomysłów.
Na siłę staram się udawać, że muszę wstać i nie zwariować ...
Po za tym rozpoczęłam pielgrzymkę po lekarzach i chcę ją dokończyć.
Przede mną prostowanie przegrody i naprawa oddychania, co ma na celu poprawić moją filtrację zatok, migdałki też są w opłakanym stanie ale jakby teraz nos jest ważniejszy. No i na kwiecień mam już wyznaczony termin wyciągania kamyków z woreczka.
Nie wiem jak ja, tchórz to przeżyję, ale przecież Madzia nie takie operacje przechodziła i dawała radę .... właśnie to też jest na minus, bo kiedy przed oczami widzę ją przed blokiem usypianą w moich ramionach, łzy same lecą ... i myśli ... że tyle stresu było wtedy i tyle nadziei i cóż z tego ???
Wybaczcie....mam ochotę po prostu milczeć...