Łączna liczba wyświetleń

sobota, 20 kwietnia 2019

Wszystkim Madzikowym przyjaciołom, znajomym i nie znajomym pragnę złożyć życzenia Radosnych Świąt Wielkanocnych.
Dziękuję tym samym za Wasze serdeczne słowa dla nas.

W te pierwsze Święta Zmartwychwstania tak bardzo utożsamiam się Matką Pana Jezusa.
Broń Boże porównywać moją skromną osobę do Świętości, tylko takie samo odniesienie widzę, kiedy i ona i ja i wiele, za wiele innych mam musiało patrzeć na cierpienie własnego dziecka...

Widząc Ją wpatrującą się oczami pełnymi bólu, strachu i łez jak kolejne ciosy obiera Jej jedyne dziecko, widzę siebie/nas jak patrzymy kiedy w nasze dzieci wbijają kolejne igły, jak pojawia się nowy ból/wznowa, jak wracają z bloku okaleczone bardziej lub mniej.

Wreszcie jak Ona stoi pod Jego krzyżem ... tak my stoimy.
Ja stać tak już będę do końca.
I ani Matka Boska nic nie mogła zrobić, NIC tak i my, mamy nic nie mogłyśmy...

Jednak ona przyjęła wolę Pana, ja nie przyjmuję, czy przyjmę ? Mam nadzieję z uwagi na Madzię.
Ona już zmartwychwstała.
Dla mnie nie ma już zmartwychwstania.





poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Jedenasty 15 ty

11 ty piętnasty. Byłaś Madziu dzielniejsza o niebo od mamy.
Od wczoraj mam temperaturę, Kochani jest masakrycznie ciężko przechodzić właśnie teraz infekcje.
Madziu tęsknię i kocham najmocniej. 💔😢😘

sobota, 16 marca 2019

Dziesiąty 15 - ty

Wczoraj nie byłam w stanie żyć ....
Nie byłam na siłach nic robić.
Po prostu ból głowy, który pojawia się niezapowiedzianie i to nie pierwszy raz wyjął mi ten dzień z życiorysu kompletnie.
Osoby, które miewają takie bóle z wszelkimi jego skutkami wiedzą o czym piszę, ale nie chcę by był on głównym bohaterem tego posta 😪🤕zawsze w tych dniach myślę o mojej dzielniej Madzi, 💙💔która cierpiała z powodu bólu główki każdego dnia od kiedy pojawił się pierwszy przerzut, niestety nie pomogła nawet operacja, która miała pomóc. Co prawda guz został usunięty, jednak jak się później okazało zdążył narobić szkód. Więc moje Najukochańsze dziecko cierpiało tak w sumie 2,5 lat, z bólem głowy, z którym nie potrafiły sobie poradzić najmocniejsze środki.
Tak więc moi Drodzy pierwszy raz wstawiam to zdjęcie, które zrobiłam wieczór przed ową operacja główki. Znacie Madzię tylko uśmiechniętą w całej okropnej chorobie, bo taka była.
Niesamowicie dzielna, ale to było tylko dziecko, które powinno cieszyć się zdrowiem i życiem.
Zdjęcie to zachowało się tylko przypadkiem, widocznie tak miało być ... zrobiłam je by pokazać Madzi, że ten smutek i strach zaraz wyrzucimy z jej serduszka jednym ruchem. Nacisnąwszy kosz w aparacie skasowałam je, chciałam Ją wtedy jakoś pocieszyć (przynajmniej próbowałam), widocznie aparat jakoś zrobił drugie, no nie ważne, czasem tak się dzieje. Zobaczyłam po czasie i tak już zostało.
Teraz to zdjęcie oddaje też mój 10 miesięczny strach, smutek, żal i chociaż jest już inaczej, powoli człowiek "przyzwyczaja" się do życia bez Ukochanej Madzi, to tam w głębi serca, żadne usunięte zdjęcie nie usunie mojej miłości do Niej , pamięci, wspomnień, tęsknoty i wszystkich tych uczuć, które towarzyszą kiedy tracisz swoją Najukochańszą, jedyną Córeczkę, Przyjaciółkę i Sens życia.
łezki :-(
 

sobota, 16 lutego 2019

Dziewiąty 15 -ty

Dziewiąty 15 ty😔💔💙
Ja fizycznie wciąż w rozsypce, psychicznie staram się jak mogę
Za oknem i u Madzi już prawie wiosna - pierwsza cała bez Niej - i tak już na zawsze ...
Cóż więcej mogę napisać, kiedy są pochmurne dni jest depresyjnie jak zwykle, ale kiedy świeci słonko i przypomina, że będzie coraz cieplej, weselej , że wszystko zacznie budzić się do życia - to nie wiem czy wtedy nie jest jeszcze gorzej.
Jak przetrwać takie dni ?
Kochani, nie myślcie, że ja tylko siedzę i płaczę, nie , staram się funkcjonować zwyczajnie. Są momenty, że łzy wprost cisną się do oczu, kiedy np. idę z Hachim na spacer naszymi ścieżkami :-(
Boże .... najgorsza jest wtedy świadomość, że tak już teraz będzie, nie w trójkę, nawet nie z wózkiem .... nie ma sensu brać aparatu, który przecież zawsze towarzyszył naszym wyprawom...
No i tak to w takich chwilach, ból ściska serce, łzy ściskają za gardło...
A co do gardła, otóż jak wiecie jeżdżę po różnych specjalistach i robię przegląd. Moje gardło i nos są do naprawy w pierwszej kolejności. Tak też już w kwietniu prostuję przegrodę, żeby móc oddychać nosem nie buzią, żeby nie łapać infekcji i nie odnawiać rozwalonych zatok. Później zapisana już w styczniu operacja usunięcia kamyków z woreczka. A na koniec zajmiemy się wywaleniem migdałków które głównie sieją samo zło po moim organiźmie.
Co jeszcze ? Oby nic bo to i tak nadto. Boję się jak nie wiedzieć co, ale lata podleczania a nie leczenia zrobiły swoje.
Więc, żeby mówić o pracy, do której wiem na pewno, że chcę i muszę iść, trzeba doprowadzić się do stanu używalności.
Ale powiem Wam, że z Madzią miałam więcej cierpliwości chodząc po lekarzach, a ze sobą już mi jej zaczyna brakować. Może dlatego też, że nie zawsze trafiam na konkretne osoby.
Mam nadzieję, że jeszcze te 2, 3 miesiące i będzie już tylko lepiej jeśli chodzi o moje zdrowie fizyczne.
Mojego serducha już nie da się wyleczyć, przestało bić 9 miesięcy wcześniej ... teraz jestem tylko na rozruszniku, który sztucznie podtrzymuje jego pracę, by móc udawać życie, to o którym pisałam wcześniej.
Ściskam Was mocno a w kwietniu będę prosiła o przekaz pozytywnego myślenia przed zabiegami :-)

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Nie mogła sobie moja Madzia wymarzyć, wymodlić i wyprosić wspanialszych "dziadków" na świecie :-)
Kochali ją od jej pierwszego oddechu, po ostatni. Kochają wciąż choć bolą ich serca ogromnie.
Madzia też ich bardzo kochała i wierzę, że teraz ma ich w swojej opiece.
Mogę tyko podziękować Wam "dziadkowie" w Jej imieniu, za to, że byliście "dziadkami na medal".
Madzia tak wiele Wam zawdzięcza i wiem, że mogłaby jeszcze wielu rzeczy się nauczyć.
Zawsze będziecie jej Najukochańszymi Babcią i Dziadkiem - bądźcie zdrowi i 100 lat Wam życzę od Madzi.

wtorek, 15 stycznia 2019

Ósmy 15 -ty

Kochani.
Nie obraźcie się za ten post.
Ale ostatnio jest po prostu tak, że nie mam ochoty nawet za wiele rozmawiać z przyjaciółmi, z którymi nigdy nie miałam problemu rozmawiać o wszystkim i o niczym.
Może złożyło się na to moje gorsze samopoczucie również fizyczne.
Choroby jakoś nie chcą się odczepić.
Życie w sterylnych warunkach z Madzią chyba całkowicie pozbawiło mnie odporności. A może stresy przyczyniły się do całego ciągu niekończących się infekcji.
Nie wiem, nie wnikam ...
Pogłębia się tylko moja tęsknota, smutek i żal, za tym, że straciłam sens życia.
Ogromnie brakuje mi tej fizyczności Madzi, jej mądrych słów i ciekawych pomysłów.
Na siłę staram się udawać, że muszę wstać i nie zwariować ...
Po za tym rozpoczęłam pielgrzymkę po lekarzach i chcę ją dokończyć.
Przede mną prostowanie przegrody i naprawa oddychania, co ma na celu poprawić moją filtrację zatok, migdałki też są w opłakanym stanie ale jakby teraz nos jest ważniejszy. No i na kwiecień mam już wyznaczony termin wyciągania kamyków z woreczka.
Nie wiem jak ja, tchórz to przeżyję, ale przecież Madzia nie takie operacje przechodziła i dawała radę .... właśnie to też jest na minus, bo kiedy przed oczami widzę ją przed blokiem usypianą w moich ramionach, łzy same lecą ... i myśli ... że tyle stresu było wtedy i tyle nadziei i cóż z tego ???
Wybaczcie....mam ochotę po prostu milczeć...