Łączna liczba wyświetleń

środa, 1 stycznia 2014

2014

Witam wszystkich gorąco w Nowym oby Lepszym Roku.
Na wstępie chciałam Wam przekazać, że udało się - pożegnałyśmy Stary i przywitałyśmy Nowy Rok RAZEM z Madzią. Nawet nie wiecie ile to dla nas znaczyło. I tak płakać mi się chciało ze wzruszenia, ale musiałam być twarda :-) Pozwolono mi zostać tylko do północy, za co bardzo jestem wdzięczna naszej prowadzącej Pani doktor i lekarzowi dyżurnemu.
Magdusia co jakiś czas powtarzała mi, że bardzo się cieszy, że jestem tam z nią i vice-wersa, w ogóle czułością nie było końca. Bidulka przy tej chemii czuła się bardzo źle. Co jakiś czas dokuczały jej wymioty
 ( co ostatnio prawie się nie zdarzało), w ogóle nie jadła i nie piła. Jeszcze dziś rano, już samą żółcią musiała zwymiotować. Później przespała dzień prawie do 16 tej. Bałam się, że mogło dojść do jakiegoś zatrucia tym świństwem, że może wątroba za dużo już przeszła. Na szczęście po odespaniu wszystkich "atrakcji" znów ujrzałam uśmiech na jej buźce, słaby bo słaby ale jednak. Bardzo ją tym razem osłabiło. Jutro wyniki i mam nadzieję do domku. Tylko się modlić o spokojne spadki, bez gorączki i dodatkowych bonusów.!

Kiedy Madzia tak spała, wczoraj i dziś, miałam tyle czasu na różne przemyślenia. Nie będę Was nimi zanudzać, ale kiedy do sali na przeciw naszej, gdzie leżała dziewczyna może 15 , 16 letnia wpadli nagle niezapowiedziani goście, młodzież głownie - może rodzina , znajomi - nieważne, widać było, że ani ona ani jej rodzice wcześniej nic nie wiedzieli o tej niespodziance. Mama zaraz wyszła zapłakana ze wzruszenia, ja siedziałam na przeciwko w naszej sali, trzymając Madzi rączkę, miałam mokre oczy, łzy same leciały mi z oczu, choć ich nie znam to niesamowicie się wzruszyłam tym gestem.

Jak ważna jest obecność i wsparcie rodziny, przyjaciół, kogoś bliskiego bądź zupełnie obcego - wszystkim zdrowym czy chorym.
Może dlatego, że wczoraj był ten szczególny wieczór, na Oddziale bardzo mało dzieci bo w sumie 9, była taka cisza, jakby można było usłyszeć cierpienie tych dzieci. To było zarazem "straszne" i jednocześnie takie osobiste.
Nasze poprzednie życie przed chorobą i wszystkich nas nie mających do czynienia z oddziałami onkologicznymi było/jest jakby obok.
Tu się rozgrywają dziecięce dramaty, toczą się nierówne walki, każdy dzień miniony jest dniem wygranym. Tu zawiązują się przyjaźnie jedne na dłużej inne na krócej, cieszymy się z rzeczy, które wcześniej były dla nas zwyczajne. Podstawowe czynności potrafią sprawić ogromną radość. Teraz naprawdę mamy powody do zmartwień i radości - wcześniejsze problemy tracą znaczenie.
Nie wszystko da się opisać, nie wszystko opowiedzieć słowami, wiem na pewno, że ten miniony rok był tak trudny, że miałam go już serdecznie dość ale zmienił mnie, otworzył oczy, przewartościował i nauczył pokory. Oczywiście, że nie zrobił tego wszystkiego Ewing, kiedy podstępnie wdarł się w kruche ciałko Madzi. Zajął nam tyle miesięcy i nadal nas prześladuje ale już nie długo...tego wszystkiego nauczył mnie właśnie ten czas spędzony w szpitalach.

Pozdrawiam Was serdecznie, idę się pomału pakować, żeby jutro odebrać Madzię ze szpitala i prosto pędzić do domku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz